Dzień po dniu…


Dziś mija miesiąc bez Niej.
31 dni.
743 godziny.
44605 minuty.
Przez niemal 11 lat, nigdy nie miałyśmy tak długiej rozłąki.

Czekam, nasłuchuję, wypatruję.
Choć doskonale wiem…

Wspomnienia związane z Tajką wypełniają każdy element mojej przestrzeni.
Nie jest łatwej.
Jest inaczej.
Nadal czuję jej zapach. Pamiętam jej dotyk. Gdy zamykam oczy, Ona tam jest.

Dziś rano, Burek zaczął niespodziewanie biegać dookoła domu. Biegał tak tylko z Tajką.
– mamo, zawołała Gabi, Taja chyba odwiedziła Bunia!!!

Myślę, że moja córka ma rację. Tajka jest z nami cały czas. Tylko teraz jej nie widzimy.

List do T.

Woda w twojej misce już prawie wyparowała
Ślady nosa na oknie
wygniecione miejsce na kanapie
twoja sierść na moim ubraniu
niedojedzona kolacja
posłanie obok mojego łóżka
zielona poduszka
ślady pazurów na tynku, po zabawie i awaryjnym hamowaniu
nadjedzone drzwi do łazienki
miejsce w przy ścianie, gdzie uwielbiałaś spać na plecach
szelki

gdy przypominam sobie, że już cię nie ma
że nic się nie zmieni
że nic nie mogę zrobić
że nie pójdziemy już do lasu
że nie poczuję cię
że istniejesz już tylko pod moimi zamkniętymi powiekami

Najcudowniejsza istota

Czekam na nią.

Wypełnia każdą moją przestrzeń, każdy zakamarek domu, każdy kawałek trawnika, każdą ścieżkę w lesie. Wypełnia każdą moją myśl, każde wspomnienie, każde pragnienie, każdą tęsknotę.
Była tu ze mną od początku, zanim ściany przykrył tynk. Na szczenięcych łapach odkrywałyśmy zakamarki pobliskich łąk. Przeszłyśmy razem tysiące kilometrów.

Była tuż obok. Czujna. Niezmienna. Zawsze blisko. Zawsze ze mną.

Była.

Dziś, moje serce rozsypane na milion kawałków, już nigdy nie będzie pełne.
Tęsknota zabiera mi oddech.
Oczy bezwiednie szukają Jej nieustannie. Nasłuchuję. Czekam.

Nie chcę nauczyć się życia bez niej.

Uczucie, które pierwszy raz poczułam jesienią, gdy dowiedziałam się o istnieniu DM, dziś stało się moją rzeczywistością. I już nic nie mogę zrobić.

Taja odeszła.
Zabrał nam ją nowotwór. Wściekły i bezwzględny. Ukradł nam wspólny czas, nieczuły na statystyki i rokowania. DM okazało się mniej brutalne. Bardziej ludzkie, przewidywalne.

Wierząc, że mamy jeszcze czas, wyjechaliśmy na urlop.
Wszystko było tak jak trzeba. Została w swoim domu. Długie spacery, spanie z babcią w łóżku, rehabilitacja.
Późnym wieczorem wybiegła nam na przywitanie. Szczekała, skakała, była szczęśliwa. Wylizała mi całą twarz, nie pomijając, żadnego fragmentu. I nagle w ciągu jednej chwili poczuła się gorzej. Jakby ktoś nacisnął przycisk.
Poranna wizyta u lekarza. Lekko tląca się nadzieja. Zaplanowane konsultacje na cito. Leki. Dużo leków. Noc pełna nadziei. Łzy i strach.

05.07.2019 14:30

Odeszła sama. Wpatrzona w swój ogród. Wtulone w nią dzieci szeptały jej do ucha jak bardzo ją kochają. Byłyśmy z nią do ostatniego oddechu. Gdy jej serce się zatrzymało. Nasze serca pękły.



Nasz ostatni wspólny wyjazd nad morze. Sobieszewo 17-19.05.2019

Taja,  10 lat, 7 miesięcy i 21 dni. Zdecydowanie za wcześnie 😦



Pstryczek w nos

Proszę podpisać tu, tutaj i jeszcze tu.
Rozumie pani, co pani podpisuje?
Musi się pani z nią pożegnać.
Proszę jechać do domu.
Zadzwonimy.


Nic nie zapowiadało tego, co wydarzy się w nocy. Ot zwyczajny dzień niczym nieróżniący się znacząco od pozostałych. Rano 45 minut bieżni. Apetyt. Spacery. Standardowy wtorek. Tajka od dwóch dni była nieco słabsza, ale to się zdarza przy DM. Są lepsze i gorsze dni.

21:30 Tajka nie wstała z posłania. Nie poszła spać z dziećmi na górę.
Robi to od lat. Codziennie.
22:00 Uszy skulone, oczy jakby nieobecne. Brak współpracy.
23:00 Lekarz. Gorączka, blade śluzówki, płyn w jamie brzusznej. Krew.
Konieczna natychmiastowa operacja. Dyżurujący chirurg nie odbiera. Najbliższa przychodnia z chirurgiem oddalona o 40 km.
02:00 Operacja.
04:00 Telefon. Udało się. Żyje. Pękł guz na śledzionie. Straciła 1300 ml krwi. Wybudza się.

Jesteśmy w domu. Tajka jest obolała. Osłabiona. Prawa tylna noga nie działa. Lewa słabo. Wierzę, że to chwilowe, że to skutek stresu, bólu, narkozy i długiego leżenia w szpitalnej klatce. Zaczynamy rehabilitację, aby przypomnieć tylnym nogom, że jeszcze przedwczoraj biegały.
Myślałam, że DM to już wszystko, że nic gorszego nam się nie przytrafi. Myliłam się.
W ciągu niespełna trzech miesięcy dwukrotnie usłyszałam słowa: proszę pożegnać się z psem. Paradoksalnie czuję się silniejsza, choć stres wypełnia każdą komórkę mojego ciała. Choć za każdym razem rozpadam się na milion kawałków.
Tajka uczy nas, jak kruche jest życie. Pokazuje, tą oczywistą i banalną prawdę, że nic nie jest nam dane raz na zawsze, że wystarczy chwila by wszystko stracić. Od siedmiu miesięcy celebrujemy momenty. Chłoniemy ulotność.
Wtulając się w jej sierść tuż przed operacją starałam się zapamiętać jej ciepło i zapach.
W jej oczach widziałam zaufanie i spokój. Przetrwałyśmy. Kolejny raz.


Nasza codzienność

Bywają dni lepsze i dni gorsze.
Podczas tych złych, strach i bezsilność starają się zawładnąć każdą komórką mojego ciała. Widok Tajki, która chwieje się na nogach, jest trudny.
DM jest okrutne, podstępne i nie gra uczciwie.
Zdrowemu i aktywnemu psu zabiera kawałek po kawałku to, co kocha najbardziej.
Ruch, bieg, odkrywanie nowych miejsc, swobodną zabawę.
Ona nie była energicznym psem. Ona była energią. Ona jest energią.
Każdy, kto zna Wilczaki Czechosłowackie, wie, że powiedzieć o Wilczaku, że jest aktywny, to jakby nie powiedzieć nic.
W październiku nie miała żadnych objawów. Była zdrowa.
Tajka bardzo się stara. Kombinuje z ustawianiem nóg, modyfikuje sposoby chodzenia.
Gdy się przewraca, jest zaskoczona, zakłopotana, próbuje szybko wstać, jakby chciała powiedzieć: to nic, nic się nie stało, widzisz już stoję.
Gdy nogi rozjeżdżają się bezlitośnie na śliskiej powierzchni, walczy.
Zaakceptowała skarpetki antypoślizgowe.
Ze schodów schodzimy w szelkach i z asekuracją pod brzuchem.
W ubiegłym tygodniu przeszłyśmy po lesie ponad 50 km. Chłonę każdą chwilę z nią spędzoną i staram się przygotowywać na kolejne etapy choroby.

Rodzice

Gdy rodzice Tajki się spotkali w 2008 roku, nie było jeszcze testów genetycznych na mielopatię degeneracyjną. Jak się później okazało, obydwoje byli nosicielami jednego wadliwego genu (N/DM).
Ich dzieci miały 50% szans.
Tajka i jej brat Łowca, jako jedyni szóstki dostali dwa wadliwe geny (DM/DM). Zachorowali.

W oparciu o obecną wiedzę i dostępne badania, niemoralnym jest łączenie w pary psów, które są nosicielami wadliwych gnetów. Jeżeli zdecydujecie się na psa z hodowli, koniecznie poproście o wynik badania rodziców na mielopatię. Tylko świadomość może uchronić kolejne psy przed DM. Warto o to powalczyć.

Na zdjęciu są rodzice Tajki. Juvart z Peronówki i Cork Stín vlka. Piękni 🙂
Zródło: http://www.wolfdog.org

Oszukując czas

Na mielopatię degeneracyjną nie ma lekarstwa. Nie ma też potwierdzonych metod, które mogą skutecznie opóźniać postęp choroby. Każdy pies choruje inaczej. W swoim tempie. Nie bez znaczenia są dodatkowe obciążenia i choroby występujące równolegle. Wiadomo też, że każde przeziębienie i utrata odporności może nasilić objawy choroby.

Nauczyłam się żyć ze świadomością choroby Tajki. Nauczyłam się cieszyć z tego, co mamy tu i teraz. Nie skupiam się na tym, co by było gdyby. Robię to, co mogę. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie starała się trochę oszukać DM 🙂

Dwa razy w tygodniu Tajka chodzi na bieżni wodnej. Każdorazowo po 45 minut. Bardzo dużo spacerujemy. Wybieramy różne powierzchnie. Wchodzimy pod górki, schodzimy. Różnorodność bodźców jest niezwykle ważna.

Ponieważ mielopatia to choroba autoimmunologiczna o podłoży genetycznym, wzmacniamy naturalną odporność. Każdego dnia Tajka przyjmuje też suplementy i leki:

– HMB (wspomaga prawidłowe funkcjonowanie mięśni)
– Miligamma 100 (witaminy z grupy B)
– NAC ( N-acetylocysteina – więcej informacji o działaniu Tutaj)
– Brainactive (wsparcie dla seniorów)
– Selen
– Witamina E
– Witamina C

Raz na dwa miesiące przeprowadzamy kurację lekiem Nivalin. 10 ampułek po 5 ml.
Pewnien profesor z Florydy R. M Clemmons opracował schemat wspierający leczenie (opóźnianie postępów choroby). Niestety główny lek, który zaproponował jest w Polsce niedostępny, a w USA kosztuje majątek. Więcej o metodzie Clemmonsa znajdziecie tutaj .